Jest późno, właściwie jest środek nocy, a ja rozmyślam, o
czym chciałabym jeszcze wam opowiedzieć. Widziałam kilka wpisów o pożarach i
pierwsze co przyszło mi na myśl to czujniki bezruchu. Będąc w straży i
uczestnicząc w zdarzeniach, jako jedną z pierwszych rzeczy jakie poznajemy jest
właśnie ‘czujnik bezruchu’. Jeśli chodzi o PSP ma go przy mundurze bojowym
każdy strażak. W szeregach OSP najczęściej czujniki przymocowane są do aparatów
ODO.
Jest on względnie
małych rozmiarów. Chyba już go kiedyś widzieliście. Jednak rozmiar jest odwrotnie
proporcjonalny do wielkości tego jakże niezbędnego urządzenia. Lubią mówić, że
ma on w sobie siłę. By włączyć starsze modele czujnika, dowódca, musiał
przycisnąć dwa przyciski i przesunąć ‘czerwoną część’ na pozycję ON. W nowszych
modelach wystarczy wyjąć plastikowy ‘kluczyk’, który na swoim końcu posiada
magnetyczną końcówkę. By wyłączyć, starsze czujniki należało ustawić na pozycję
OFF, a do nowszych włożyć kluczyk i nacisnąć przycisk wyłączania.
Więc znamy już mniej więcej jak są zbudowane, ale nie
wyjaśniłam jeszcze po co je stosujemy i jak działają. A więc, czujniki mają za
zadanie informowania pozostałych ratowniku o zaistniałym niebezpieczeństwie,
tzn. kiedy np. strażak podczas przebywania w płonącym budynku potknął się i nie
rusza się. Po około 30s urządzenie wydaje średniej głośności dźwięki, które
mają na celu ‘obudzenie’ zazwyczaj leżącego strażaka. Gdy to nie pomaga po
kolejnych 30s urządzenie wydaje z siebie bardzo głośny dźwięk, który zwykle bez
większego problemu słyszany jest na zewnątrz. Jest to znak, że kolejna rota
strażaków powinna wyruszyć im na pomoc.
Byliście już pewnie na pożarze, a jeśli nie to spróbuje wam
przybliżyć co można czuć podczas takiego zdarzenia. Środek nocy, syrena ‘wyje’,
ochotnicy biegną do remizy i zwykle dopiero w aucie dowiadują się co się
dzieje. Dwie roty ubierają ODO, potem dojazd na miejsce, rozpoznanie, rozkazy i…
i właściwie nic z tych rzeczy nie jest tak naprawdę przerażające. Największy
strach wzbudza właśnie dźwięk czujnika wydobywający się z budynku. Dlaczego? To
chyba łatwe pytanie. Dwoje Twoich ‘braci’ weszło do środka, nie wiesz co się
stało, może po prostu pomyliłeś dźwięk z czujnikiem ilości powietrza w butli, a
może oni stamtąd nie wyjdą? Jeszcze gorsza jest świadomość, kiedy to Ty masz na
sobie ODO i jesteś drugą rotą, która ma za zadanie pomóc tym ze środka. I
tysiąc myśli przebiega Ci przez głowę, ‘czy mi się uda?’, ‘co im mogło się
stać?’ i milion innych pytań, na które znajdujemy odpowiedź dopiero po
zakończeniu działań.
Kończąc już mój, jakże długi monolog, stwierdzam, że to małe
urządzenie ma w sobie wielką siłę i jest niezbędne. Mogłabym powiedzieć , że
jest jedną z najważniejszych rzeczy, której nie może zabraknąć podczas pożaru…
Dobrej Nocy ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz